wtorek, 14 maja 2013

Dominus Svantevitus Tour 2013 – Lublin 12.05.2013


W niedzielę 12 maja zawitał do Lublina Dominus Svantevitus Tour, którego headlinerami były zespoły Percival Schuttenbach i Quo Vadis, a gościem tej części trasy był Radogost.
Percival Schuttenbach promował swoje najnowsze dzieło projektu Percival „Slava – Pieśni Słowian Południowych”. Quo Vadis zaś świętowali 25 lat istnienia.
Lubelski koncert był ostatnim w cyklu Dominus Svantevitus Tour. Członkowie wszystkich kapel byli bardzo odprężeni i widać było w czasie prób, że wszystkim zależy żeby wszystko dobrze brzmiało i wyglądało.
Koncert zaczął się bardzo punktualnie, krótko po swojej próbie na scenie pojawił się Radogost. Zespół ze Śląska Cieszyńskiego od pierwszej minuty zawładnął klubem Graffiti i zgromadzonymi w nim fanami folk metalu. Zagrali pięknie, z mocą i z polotem. Pod sceną ludzie tańczyli, śpiewali razem z Velesarem (wokalista Radogosta). Podczas wykonania utworów „Watra” i „Radogost” wydawało się, że grupa i jej fani rozniosą klub. Cover Slayera „Raining Blond” ze skrzypcami dolał oliwy do ognia. Zespół brzmiał doskonale, muzycy dali z siebie wszystko. Publiczność nie chciała długo wypuścić Radogosta ze sceny. Panowie bisowali i bisowali. Szkoda, że po swoim secie musieli tak szybko wracać do domu.
Po krótkiej przerwie na scenie pojawiła się legenda polskiego metalu, szczeciński Quo Vadis.
Początek ich występu to od razu ciary na plecach, szybko, ostro, bezkompromisowo zagrane „Caducus” z ostatniego albumu grupy. Skaya (wokal i bas) to 666% energii, śpiewał, biegał po scenie, cuda i akrobacje wykonywał ze swoim basem. "Blood For Oil"  zesół rozgrzał publiczność pod sceną do czerwoności (poza tym na sali było już piekielnie gorąco). Quo Vadis zagrali też przyjęte z entuzjazmem „Trzy szósteczki” – mój ulubiony numer z ich pierwszej płyty z 1991 roku oraz „Ból istnienia” z tego samego albumu. Prawdziwe piekło pod sceną rozpętał „Rzeźnik” z roku 1988 (z pierwszego demo zespołu), wszyscy ruszyli w pogo. Oprócz własnych utworów w koncertowym repertuarze kapeli nie zabrakło „Pretty Woman” Orbisona, "Kocham Cię kochanie moje" Maanamu, czy "Symphony Of Destruction” Megadeth, które spotkało się z gorącym przyjęciem fanów Quo Vadis.
Po koncercie Quo Vadis to już trzeba było pójść do baru, a potem z zimnym bursztynowym na taras klubu, żeby ochłonąć i podzielić się wrażeniami z innymi.
W tym czasie na scenie klubu pojawiły się dekoracje i flagi z logo Percival Schuttenbach, który zawładnął sceną. Utwór „Svantevit” sprawił, że liczba słuchaczy jakoby się podwoiła. Percival zagrali między innymi monumentalnie brzmiące "Lazare" oraz "Aziareczka". Nieśmiertelny klasyk zespołu „Pani Pana zabiła” zachęcił publiczność do opętańczego tańca. Na scenie królowały Panie: zjawiskowa Joanna Lacher (bas, wokal), tajemnicza Christina Bogdanova (wokal, instrumenty perkusyjne, mikser reloop) i poetyczna Katarzyna Bromirska (wiolonczela elektryczna, bas, wokal). Między dziewczynami szalał lider kapeli Mikołaj Rybacki (gitara elektryczna, wokal), jego riffy i sola gitarowe rozpędzały Percivala, dawały potężnej energii koncertowemu brzmieniu zespołu. Za bębnami zasiadał Andrzej Mikityn, który bił z prawdziwie metalowym zacięciem. Katarzyna Bromirska swoją elektryczną wiolonczelą trzymała zespół w ryzach, właśnie jej perfekcyjne granie zwróciło moją szczególną uwagę. Wśród utworów granych przez Percivala nie mogło zabraknąć kawałka „Satanismus”, który wykonali wspólnie z chłopakami z Quo Vadis. Percival Schuttenbach zakończył swój set „Motorbreath” Metalliki.
Zespoły dały, w sumie, ponad czterogodzinne show. Było wspaniale. Po każdym z występów był czas żeby porozmawiać z uczestnikami trasy, zdobyć autograf lub zrobić sobie wspólne zdjęcie. Był to moim zdaniem najlepszy zestaw koncertowy na jakim do tej pory byłem (brawa dla Agencji Heart of Rock), żadna z kapel nie odpuściła sobie podczas tego koncertu, wszyscy pokazali wysoki poziom, radość dla uszu i oczu. Lublin był ostatnim miejscem, do którego zawitało Dominus Svantevitus Tour 2013 i z pewnością dla samych artystów ten ostatni koncert był wspaniałym, pozytywnym przeżyciem, bo i przyjęcie każdego z nich przez publiczność było gorące.



Radogost

Quo Vadis




Percival Schuttenbach

"Kocioł" podczas wspólnego wykonania utworu "Satanismus".

Fani Ossobliwości muzycznych Wojciecha Ossowskiego i grupy Percival Schuttenbach z liderem Percivala Mikołajem Rybackim.

Autor czyli (ja) Yaho z Joanną Lacher basistką i wokalistką Percival Schuttenbach.

Z Marcinem 'Velesarem' Wieczorkiem wokalistą Radogosta.
Świetny klip, który promował trasę Dominus Svantevitus.


Brak komentarzy: